Na Drodze do Ojczyzny

Piotr Wojciechowski

 

     improwizacja    
    
Colloseum    
    
dlaczego    
    
ryzyko    
    
jedna chwila    
     kryzys    
    
pewność, że nadejdziesz    
    
w drodze na drugi brzeg    
    
w jednej chwili    
    
czułe słówka    
    
ustąpcie    
    
prawda    
    
zrozumieć historię    
    
...gdy śmierć się zbliża...    
    
poza horyzont    
    
o wolności    
    
apologia    
    
Praga    
    
omieszkam    

     ### (i byłem na końcu świata...)    
     powrót    
    
co się dzieje?    
    
bez pośpiechu    
    
walka z Bogiem    
    
moja wina    
    
wojna    
    
dzień, w którym spotkasz śmierć    
    
wczoraj dziś jutro    
    
autorytet    
    
noce    
    
skrucha    
    
1000 lat świetlnych stąd...    
    
niepewność    
    
przechodząc    
    
wybory    
    
wspomnienie    
    
tęsknota i żal    
    
aniołowie    
    
taniec    
    
żyć i nie umierać    
    
coraz bliżej coraz szybciej    
    
krytyka czystego rozumu    
    
stąd do wieczności    
    
nie opuść mnie    
    
wbrew ludziom    
    
przekraczając próg światła    
    
list    
    
egoizm    
    
11 grudnia 2006     
    
dla moich przyjaciół    
    
transformacja serca    
    
słowo o miłości     
    
psychologia mas    
    
misterium poznania    
    
poranny wiersz    
    
po cichu    
    
już czas    
    
na granicy przemian    
    
już niedługo...    

     ### (moje smutki...)    
     miasto     
    
w podróży    
 
   wybuch słońca    
     prolog do testamentu    
    
by dotrzeć    
    
słabość serca    
    
pomiędzy    

     ### (noc żyje...)    
     ###
(gdy Hitler...)    

     myślę o niej...    
    
ostatnie pejzaże    
    
żegnaj poezjo    

 

improwizacja

 

improwizacja


 

na wielkiej estradzie zaczęło siprzedstawienie
w scenografii powszedniego dnia
w
wietle jupiterów: słoca, gwiazd i księżyca
wyszli
my na scen

aniołowie płacz
ludzie odchodzzawiedzeni
bo kiepsko gramy
uparcie tworzymy swój scenariusz
my - w tym wielkim widowisku
wiata -
improwizujemy

Colloseum

 

Colloseum

szczęśliwy, kto zawierzył Bogu, nie dozna zawodu


umieram powoli na oczach widowni
syc
swój wzrok moimi potkniciami
ka
dy błąd znaczony jest miechem pogardy
a sukces - krzykiem i gwizdami

gdy przestpujpróg mego domu
ryzykuj
utratspokoju i odpoczynku-
wchodz
na arenlwich pretensji
tygrysich s
dów, syczcych nieyczliwoci

był czas, gdy usilnie chciałem zmienić świat
by na przekór wszystkim
stworzy
miejsce szczęśliwe na ziemi

dziumieram powoli
n
kany przez stróa mych grzechów
kreatora mych upadków i g
łupich decyzji

lecz z serca nie wypuszcznadziei
o nowym cz
łowieku i nowym yciu
ostatni bastion
wieego oddechu
reanimuj
cego me serce

 

dlaczego

 

dlaczego


 

powiedz: dlaczego
czas tak szybko starzeje
si
przeciga po twarzy cierpieniem
i kradnie nam si
ły

powiedz: dlaczego nam nie wystarcza jutrochsłoca
spacer we dwoje

powiedz: dlaczego
sk
ładamy bagawspomnie
a Dzimija
niezauwa
alnie

powiedz: dlaczego
tyle nie spe
łniło si
a jeszcze wicej
zepsuli
my

powiedz: dlaczego
nie czytamy wierszy, nie ta
czymy
przed szale
stwem
drzwi zamkn
limy

powiedz, dlaczego

ryzyko

 

ryzyko


 

stoimy naprzeciw wielkiej przygody
w my
lach nie widzimy powodzenia
nikt z przyjació
ł nie wytrwał koło nas
wszystko sugeruje by nie rusza
w drog

jednak w sercu odnajdujemy iskrwiary
popychani t
sknotpoza moliwoci
ruszamy

mosty spalone

jedna chwila

 

jedna chwila


 

niedługo pójdziemy przed siebie daleko
za nami zostanie miasta bezduch
i mroczny cie
podwórzy

bez strachu wejdziemy w olch gstwin
ciekami zakltych pragnie
za szeptem głębokich wzrusze

i tajemnice przed nami otwierabd
kielichy słodkich wspomnie
niezaprzeczalnych ladów nadziei

niedługo dojdziemy do koca koców
za nami wszystko co by
ło powróci
jak fale odbite od brzegu

cóż życie moje powiesz, gdy czas tak mija
w podró
y przez ludzkie serca
jak sen motyla?

czy mona w tym krótkim momencie
wszystko zobaczy
, naprawi, odda
i chwilchokocha?

raz kocha

kryzys

 

kryzys


 

na czym dom budowa- pytanie
si
gamy korzenia pytania
intencja

na czym oprzeodpowied- pytanie
zda
sprawz zarzdu
wiara

na czym polega słuchanie - pytanie
podda
w wtpliwość ego
pokora

na czym skoczymy tdrog- pytanie
si
gamy poza kres poznania
ycie

pewność, że nadejdziesz

 

pewność, że nadejdziesz


 

mierblisko nas
o krok
ukryta mi
dzy chwilami czeka
cierpliwie na swój czas cicha
ods
łania twarz czasami midzy dzwonami

przyjaciółka moja wierna puka do drzwi wdzicznie srebrno-dwicznie
i mówi:

nie zapominaj o mnie kochany

ta kruchość dni ponagla mnie by naprzód w nieznane iść
i kwiat miłoci znaleźć ukryty w sercu na dnie

mierblisko nas
o krok
bada czy dobry to czas
dla nas
by ruszy
na spotkanie
z Wiecznym
ods
łania twarz czasami
i mówi:
nie zapominaj o mnie kochany

w drodze na drugi brzeg

 

w drodze na drugi brzeg


 

rozpada się we mnie mój świat
który stwarza
łem całe życie
krok za krokiem dok
ładnie

gdy napotkałem granicę miłości
której przekroczy
ć nie byłem w stanie
upad
łem pod brzemieniem pewności siebie

upadek mój był wielki -
wi
ększy niż wtedy, gdy zdradzałem
k
łamałem zabijałem

rozpada się we mnie moje ciało
ju
ż starzeć się przyszedł czas
przechodzi
ć na drugi brzeg życia

niezauważalnie tracę siły
psuj
ą się we mnie wszystkie tkanki
krew nie pulsuje równo

kochana, już dziś wiem dlaczego
dlaczego oddech trac
ę
i serce zzużyte nie bije mocno

bo nie kochałem nikogo
i ca
ły świat się kręcił wkoło mnie
i nie chcia
łem stracić niczego

rozpada się we mnie mój świat
plany marzenia, ambicje, projekty
trac
ę wszystko nieodwracalnie
by pokocha
ć, choć jeden raz
pierwszy

w jednej chwili

 

w jednej chwili


 

w jednej chwili zmieniło siwszystko
zgas
ła radość, opuciła odwaga
bo dotkn
limy mierci bez wiary
i znikn
ęło szalestwo ycia
zdeterminowa
ł nas rozsdek

w jednej chwili zapadła zasłona
miedzy nami - piorun z Nieba
obezw
ładnił nas
a wydawa
ło si, e nie wrócimy wicej
w
wiat zwtpiei pretensji

w jednej chwili darował nam - odebrał nam
dlaczego w tamtej chwili nie mieli
my sił?
nie mieli
my sił żeby walczy?
dlaczego
żądalimy? dlaczego

czułe słówka

 

czułe słówka


 

co mi po twoich umiechach
po twych mi
łych słowach
i ciep
łych spojrzeniach?

złudsdla mnie
znieczulaj
we mnie pewność
ikady człowiek to kłamca

już łudzisinie chc
znów cierpie
tracić życie na powtarzanie tej samej lekcji

do szczęścia potrzebny jest tylko
pokój z innymi
zgoda na w
łasnhistori
i serce zdane tylko na Boga

i mylisz moe, e chłód ze mnie wieje
niedost
pność i dystans -
nie szkodzi

to, czego pragni pożądam
jest niezniszczalne - ukryte g
łęboko
przykro mi,
e nie widzisz

co mi po twoich umiechach
po twych mi
łych słowach
i ciep
łych spojrzeniach?

przeminjak mgła w słocu

ustąpcie

 

ustąpcie


 

odpocznijcie marzenia moje
moje plany przemy
lne
i pragnienia

idcie na wieczny odpoczynek
do krainy nierealnych snów
przerwanych nad ranem
w
najwaniejszym momencie

przejdcie do muzeum fantazji
gdzie nawet kustosz jest wariatem
a pokoje s
, gdy ich nie ma

idcie spijać żale z ust
kobiet i m
ężczyzn
na zadeptanych chodnikach miast

odpocznijcie marzenia moje
ju
mi ciężarem wasze ale
e niespełnienia czas nie nadchodzi
i ludzie z
łoliwi nieyczliwi
odejd
cie i nie wracajcie
by kra
ść mi jedno
i tak krótkie
ycie

prawda

 

 

prawda


 

bezpowrotne swszystkie nasze kroki

zadajemy sobie cierpienia uderzajc na olep
nie rozpoznaj
c prawdziwego wroga
idziemy na
witwojno prawd
torujc drogrzucamy pod nogi wszystko i wszystkich

"a cóto jest prawda?" - pytał niegdyPiłat -
to nasze odwieczne poszukiwanie rozeznania -
pewno
ci, e idziemy drogdobr-
rzuca nam co dzie
wyzwanie

nasz błąd tkwi w tym, e wierzymy
w antropologi
niekompletn-
pomijaj
c najmocniejsze dane
których wp
ływ determinuje wszystko

lecz ycie mona zaczynaod Nowa
wprowadzi
Prawdna pocztku równania ycia
i kierunek zawsze b
dzie właciwy -
a wszystkie nasze b
łędy nie bdmiewikszego wpływu
na ko
cowy wynik

bezpowrotne swszystkie nasze kroki
lecz
ycie mona zaczynaod Nowa

zrozumieć historię

 

zrozumieć historię


 

w zagajniku na pagórku wielkiej Puszczy
siedzia
łem wczoraj i słuchałem echa lat
które odp
łynęły z wartkim potokiem przemijania
coraz bardziej zmieszane wydarzenia
znaczone datami obrazów
datami g
łosów
datami cudownych pami
tek

coraz bardziej wyblakłe zdjcia pamici
warto odrestaurowa

nadaim właciwy koloryt
pe
łniejszwymiarowość z perspektywy nastu czy estu lat
umie
cikomentarz wtedy jeszcze niewidoczny

potem przejrzew chronologii
ci
g przyczyn i skutków
nast
pstw i konsekwencji
i siedz
c z przyjaciółmi przy winie
zachwyci
sina nowo
tym niepowtarzalnym
cz
stokroniedocenianym scenariuszem

gdy siedziałem na pniu sosny
a s
łoce miło wysyłało porcje energii
w wyniku reakcji termoj
drowych
w wyniku rozpadu atomów
i ciep
łem atakowało me dłonie
pomy
lałem
e nie mona wydaopinii o historii
dopóki nie przeminie
dopóki w wyniku rozpadu wydarze

i wyzwolenia energii
nie przeka
e Słowa spinajcego całe ycie
od narodzin do
mierci

i tak siedziałem
ona spała na trawie
córka robi
ła szkice
a inni biegali i szukali przygód
po
ród pagórków i drzew -
niesamowity splot rado
ci lków pragniemyli
niemo
liwa do objcia mozaika istnie

tajemnica
któr
otworzymona kluczem
materializuj
cym sicoraz wyraniej
dzie
po dniu
cierpienie po cierpieniu

...gdy śmierć się zbliża...

 

...gdy śmierć się zbliża...


 

junadchodzi dzie
jujest blisko
gdy b
dmusiał wszystko opuci

konieczne by w sercu
rozwi
zawizy
pragnie
i pożąda
by uwolnije od oczekiwa
wobec kadego

juzblia sinoc krótka
niepewno
ci
by zapali
ć żarliwoci
krzyk

konieczne bym wytrwał cierpliwie
nadziej
biorc za stróa
gdy ciemno
ść godziny spowalnia

i nie ucieknprzed Tob
i nie zaszyjsiw ciepłym kcie materii
wystawisz mnie na arenie
s
du

i nagość odsłonisz
ka
dy grzech odkryjesz
zapytasz: ile razy kocha
łe?
ile razy kocha
chciałe?
czy raz chocia
?

judzienadchodzi
ju
blisko jest jak oddech...
a wszyscy wokó
ł
czekaj
na serca mego przemian

poza horyzont

 

poza horyzont

Marii Weronice Judycie Abrahamowi Eliaszowi Jakubowi Carmen Tytusowi Racheli


 

                    prolog ...

panie Frodo
jak sko
czy sitwa podró?
gdy przestrze
std do celu
pe
łna wrogów

jakemona przemknąć sicicho?
czy
Oko nie czuje wszystkiego?
coraz trudniej d
wigabrzemi
kiedy widznawet cienie

gdzie kres twej drogi?!
bramy powrotu zaciskaj
si
bezpowrotnie
im bli
ej cel przed tob

co popycha ciwprost w przewrotne ramiona?
czy warto straci
zielei kwiaty Shire'u?
i zapach truskawek?
i przyjació
ł śmiech?
- ca
ły spokój ycia?

panie Frodo
dok
d zaprowadzi citwój wybór?
kim jeste
by zaleało od ciebie
szcz
ęście tak wielu?
kim?

                    ... epilog .......

stojc przed oceanem ycia
z przera
eniem sigamy wzrokiem w bezkres
przez ruchome
cieki fal

nie znamy smaku dotarcia na brzeg
l
kamy siwyruszyw nieznane
zostawi
na piasku lad

odbijamy od brzegu
maj
c przeczucie, e musi bypikne
osi
gnąć nieskoczone

i chociaczoło głaszcze wiatr powrotu
przebijamy fale
odpychaj
c za siebie przeszłość

by kiedyprzekonasi
e wszystko było pewne od pocztku
e nie było klsk i poraek

bo kroki nasze za kadym razem
przeciera
ły szlak na Wschód
prowadzone nieogarnion
tsknot

za wiecznoci ogniem
za nie
miertelnoci
za Miłoci

o wolności

 

o wolności


 

wolność, którdałe
kształtuje mojtosamość
rodzi we mnie osob-
cz
łowieka, który chce da

wolność sprawia
e mogprzekroczygranicinteresu
granic
opłacalnoci
granic
ę śmierci

wolność, którdałe
oszałamia mnie
i stawia przed wyborem -
tworzeniem
ycia

wolność bez palca rozeznania
paj
czynokleja wyjcia
topi w gor
cym wulkanie
wszystkie pi
kne pragnienia

apologia

 

apologia


 

to nieprawda e nie dałem Ci nic
i
e pomyliłem si
i tkałem wiat twój fałszywymi nimi
e prowadziłem Cię ściekami tak
by
wybieranie mogła
i
yciu twemu zabrałem
najpi
kniejsze rozbłyski szczęścia

to nieprawda, izamykałem Ciebie
w
wiecie z czterech cian
i zwi
zywałem opaskoczy
e Ci ukradłem przyjaciół
i rado
ść dziecistwa

dzinapadajmnie demony
wytykaj
palcami
i mówi
: ty nie kochałe!
i
ycie twoje było kłamstwem!
wszystko stracone!

wtedy z serca wycigam pamitek szkatułę
zagldam do niej i wołam:
któ
kocha: ty? ja??
któ
myli si? któzna drogna przestrzał śmierci??

chonigdy kochanie umiałem - kochałem
cho
zawsze i bałem się śmierci - nie umarłem
cho
lk jutra ciskał mnie - rozdawałem

i mówisz do mnie: bymoe
lecz dzi
jest inaczej -
twój romantyzm prysn
ął!
a praca i pieni
dz przykryła serdeczność
szalestwo i radość!

---------

odnajduj
dzimiejsce swoje
na poboczu
ycia
bez oklasków i glorii
jakby wzgardzony i odrzucony
chwytam chwile upokorze
jak zatrute motyle
i maluj
nimi dzieza dniem
cierpliwo
ść oczekiwania

Praga

 

Praga


 

to miasto pełne starych wspomnie
arcydzieł sztuki
ladów wielkich królów i piknych dam
kr
tych uliczek
zwi
zanych placem pełnym wita:
ta
czcych połykaczy płomieni
grajków wyczekuj
cych korony na piwo
malarzy t
sknicych za odrobinsławy
i trzepotu go
łębi

w tym miecie
na mo
cie poród wielu posgów
- martwych
wiadków nadziei wielu ludzi
oczekuj
cych co rok
lepszego jutra
na tym mo
cie dotykałem kamienia
o który oparty Jan
do ostatniej chwili broni
ł tajemnic sumienia
Zofii
ony Wacława
zepchni
ty w nurt Wełtawy
da
ł miastu odpowied
za kogo warto umiera

lecz dzisiaj chotyle pamitek
o
witym krzyczy w tym miecie
zamkni
to Prawdw wizieniu
a tolerancj
zatkano Jej usta

o Prago tak wielka i pikna
dlaczego tak
łatwo rozdała
witość i krew mczenników?
Gdzie dusz
swojsprzedała?

omieszkam

 

omieszkam


 

omieszkam ci powiedziemoja droga
ze chyba nie zd
ążę zakoczywszystkiego
jak chcia
łem, jak pragnąłem. Na Boga,
módl si
za mnie, kochana, bo bez tego
nic z naszych marze
o wspólnym yciu
na wieki

### (i byłem na końcu świata...)

 

###

dla mojej ony i dzieci                                                                                           (Amor Gitano)


 

i byłem na kocu wiata ogldacuda
niesamowitych pragnie
marzetsknot
zagl
dałem w szczeliny monumentu niebios
szerokie firmamenty drga
ły melodi
która poci
gała moje serce tak mocno
e rezygnacja z powrotu była oczywista

i widzc tak niewiele zdawało si
e dotarłem do koca bezkresu wszelkich oczekiwa
i nie chciałem niczego wicej tylko byTam
przez ca
łą całą wieczność

i byłem tam na kracu wiata a pocztku nowego
a nie mog
łem odnaleźć twych znajomych ladów
na w
skiej drodze ponad pyłem gwiazd
gdzie
wiatło było mi przewodnikiem
i niemo
liwe było by ukryły siprzed moimi oczyma

gdzie poszła? przeciewszystko było jasne!?
umówili
my siu podnóa Wielkiej Bramy
by razem zrobi
ten najwaniejszy krok ycia
gdzie jeste
?? we wntrzu mym wszystko dry
a cia
ło ogniem siprzepala
co si
stało???

i powróciłem z kraca wiata by szukacii pomóc ci
i
aden dzienie dawał mi juciepła
i
aden ptak nie piewał piknie

szukam cijutak
tak wiele lat
i cho
czsto patrzysz w moje oczy
nie widzisz nic poza przemijaniem
nie s
łyszysz mego błagajcego szeptu
nie czujesz mej t
sknoty by przeyz tob
przygodza WielkBram

i bdciszukał tak do ostatniej chwili
a w ostatniej chwili mo
e odnajdci
i pójdziemy dłow dłoni obok siebie
tak jak kiedy
marzylimy pragnlimy
kre
lc małymi palcami szkice naszych planów
rzucaj
c siw nieznane na wielkie wody ycia
noc nocy dzie
dniowi wiadomość przekazuje
tylko serce nie mo
e trafi
do serca

powrót

 

powrót

z wdzicznoci Zbyszkowi i Dorocie


 

wszystko, co przeylimy razem
jest w naszych sercach -
czasem przez
al i sdy przykryte -
ciemnym p
łaszczem
przez nasz
chorwyobrani
i wybujałą pewność siebie

dziwydaje si, e ktonas oszukał -
wprowadzi
ł do pokoju
z którego nie ma wyj
cia
rzucamy si
na wszystkie strony
jak szaleni
jak ptak w klatce
uwi
zieni przez złodzieja szczęścia

a przeylimy wiele
pi
knych i wielkich chwil
których
wiadectwo wiernie stoi w cieniu
naszych ci
głych pytao sens

dlaczego nasza wola cierpi jak pies?
a ambicje zamykaj
serce?
i nie rozumiemy ju
nikogo
ani samych siebie
i gnamy tylko si
łą bezwładu?
dlaczego nie widzimy naszej g
łupoty?
i zawzi
toci o swojracje?

-------------

pami
tam wszystko, co przeylimy razem
i wiem,
e nie bylimy sami
e pomoc przychodziła co dzie
z nieba
na
ciece naszych zmaga

i dzi, kiedy jakby umieramy
odnajd
my dawne pamitki naszej miłoci - e była z nieba
nie zw
tpmy, e nie zostawi nas Ten, który jnam dał

co się dzieje?

 

 

co się dzieje?


 

co sidzieje panie prezydencie?
czy odpowied
usłyszczy nie?
wokó
ł przesuwajsiwydarzenia
rozdawane przez wytrawnych graczy

czego przyjacielu
mo
emy spodziewasijeszcze od czcicieli Allacha?
ostrz
jzyki, miecze i sumienia
by nienawi
ciugasiswe oburzenie

co jeszcze nadejdzie jutro, kochana?
kto zerwie nas jutro z
łka?
sprzymierzeniec czy donosiciel?
czy ucieka
nam przyjdzie?
czy zawisn
ąć na drzewie?
jak zdrajcy

nie spodziewalimy sia jednak
wszystko zaskoczy
ło nas
jedyna nadzieja, która jeszcze we mnie si
tli
to ta,
e cierpienia nie położą nas na macie
e nie powiemy: to koniec wszystkiego

co sidzieje Panie Piotrze?
cierpliwo
ci
wszystko idzie ok
gra nie sko
czona

bez pośpiechu

 

bez pośpiechu


 

noce kiedybyły takie długie
czas przez dzie
kroczył wolno
bez po
piechu robilimy
wszystko nawet wi
cej
pi
kniej szczodrzej

i nie było w nas tych lków
które dzisiaj w nas wci
ąż szepcz:
trzeba szybciej, bo wyprzedz

czujnym okiem bada"teren"
czy nie kryje gdzie
cham wroga

kiedyrce mieli dłusze
do dawania darmo-darmo
nie robili kosztorysów
za twój oddech
lecz dawali to ostatnie

i nie było w nas tej manii
przeliczania czy to warto
czy op
łaci siczy zwróci
jak mieli
my dzielilimy
eby razem dzieliradość

była kiedywiksza wolność
wobec przemijania wiata
nie parli
my w przód po trupach
eby przey
eby zdąży

siadalimy gadalimy wieczorami
nie o forsie nie o kasie
przy w
łączonej czarnej płycie
zdawali
my sobie spraw
gdzie idziemy

noce kiedybyły takie długie
czas przez dzie
kroczył wolno
po
piech rzadkim był nam gociem

walka z Bogiem

 

walka z Bogiem


 

zmęczony poddałem się -
wida
ć zawsze bezsensowna jest walka z wiatrakiem
usiadłem u Twych stóp
ż mi pozostało? - zaufanie
że plan twój najlepszy
że nic nie stracę tracąc wszystko

przegrałem
i tylko krzyk mój przebi
ł niebo - osiągnął cel
ze skruszon
ą tarczą pewności
wróci
łem na swoje miejsce
ż mi pozostało? - cierpliwość
oczekiwanie na twój
uzdrawiaj
ący ruch
na szachownicy mego istnienia

moja wina

 

moja wina


 

...moja wina...

moja wina, e dzispotkanie mogtylu ludzi
mijamy si
jak obcy
dotykaj
c naszych wspólnych przey
nie przekraczajc wyznaczonej granicy -
granicy szczero
ci

moja wina
moja bardzo wielka wina
e miłość rozmieniłem na swe przyjemnoci
rzucaj
c tylko okruchy tym
którzy mnie kochali
kochali naprawd

moja wina
wina
miertelna
e sprzedałem swgorliwość
za odrobinmałego nie-witego spokoju
gar
ść wygody
i zgasi
łem ogiew sercu

có
dzirzucajsina mnie
moje w
łasne grzechy
jak echo z dalekiej przesz
łoci

cómi pozostaje?
czy wybacz
mi wszystko?
ci, którzy czekali na moje nawrócenie
wybacz
mojwin?

wojna

 

wojna


 

zacznijmy historinasznoc
gdy jeszcze kształty poznatrudno
i ch
łód przenika w dusz

maszeruje wojsko
po cichu
łamic serca
wyciskaj
c z nich lk -
napój desperatów

kroczy bezwzgldnie
odciskaj
c znamikłamstwa
powoli cierpliwie
podst
pnie

nieoczekiwanie przenika cisz
krzyk człowieka
wo
łanie głębokie
ostatnie
rozdziera niebo

wybiegajwszystkie nadzieje
stawiaj
mur ognistych pragniekochania
rygluj
bramy wierzc
e pomoc nadejdzie

lecz nadejdzie na pewno
wit
i pierwszym kwantem
wiatła
rozpocznie koniec
ostatniej bitwy
przes
dzonej od wieków

historia nasza koczy si
bo czas znika
i ods
łania w kocu
Prawdziwe Oblicze
za którym t
sknilimy

dzień, w którym spotkasz śmierć

 

dzień, w którym spotkasz śmierć


 

mierprzychodzi po cichutku
i nikt nie wie,
e justoi tu...
sentymenty i uk
łady nieznane s
tej siostrze, którwidzisz w yciu raz

w jej to twarzy widzisz wszystko:
na co w
yciu sispóniłe
czego nie zrobiłe
co zniszczyłe

co mi trzeba zrobidzi?
eby jeszcze conaprawi?
eby jeszcze cozostawi?
eby jeszcze kogokocha?

wczoraj dziś jutro

 

wczoraj dziś jutro

dla dzieci


 

gdy std odejdnie płacz
nie my
l, e mnie nie ma
e wszystko stracone

nie smusii nie miej alu
e tyle razy nie kochała
wzgardzałai cierpiałem

gdy ruszw najdalszpodró
nie tranadziei
i
warto y

dzinie chciałbym by było
innym nasze
ycie
bez b
łędów i moich grzechów

bo wszystko przed nami:
dzi
ten dzie-
a jutro wieczno
ść

nie mów do mnie: egnaj
nie mów: och szkoda
- bo to nieprawda!

zawołasz mnie, a bdsłyszał
i bdkochał
dodawał ci odwagi

nie mów do mnie: egnaj
lecz mów: do jutra

autorytet

 

autorytet


 

gdzie dziodnaleźć życia wartość?
warto
ść cierpienia i mierci?
popychani przez rozwój
tracimy rozeznanie
gdzie? gdzie droga?
do
ycia?

gdzie dziodnaleźć pikno wiata?
gdy w splecionych w
ężach asfaltu
ginie bezinteresowno
ść
przyjaźń rdzewieje
s
łowo jest warte
pieni
dza

gdzie dzimoemy zapyta, gdy nie wiemy?
czy pragnienie ugasi odpowied
?
ledzc bezmiar informacji
zmieniamy g
łos serca
co godzin
jak
idioci

jakie drzwi otworzysz przed nami sancte padre?
do kogó
pójdziemy dzizmczeni?
gdy terror sta
ł sikluczem
w
ładców przeciw władcom
do legalnej walki
miertelnej

jaki kierunek wskaesz, gdy młodość błądzi?
szczera do bólu natr
tnie woła?
czy jest nadzieja nadzieja nadzieja?
czy tylko wojna wojna wojna?
gdy strach nam przysz
łość
zamyka

---

jak bardzo czekamy
zranieni
ty wiesz
Panie

noce

 

noce


 

noce takie krótkie, gdy wołam do Ciebie
nie starcza czasu by prze
żyć życie żyjąc
nie starcza si
ł by podołać wyzwaniom
nie starcza ludzi by nauczy
ć się kochać

noce takie chłodne, gdy krzyczę do Ciebie
szukam histerycznie wyj
ścia sił ostatkiem
szukam odpowiedzi na kluczowe pytania
szukam uspokojenia serca zadr
ęczonego

noce takie ostatnie jak gdyby jutro miało się
skończyć
ś
wiat

skrucha

 

skrucha


 

zniszczyłem ciebie przychodzc wczoraj
niepokornym wzrokiem daj
c zna
e pojednasi
wypada

i wygldało tak jak gdyby wydarzył sicud
a ja zaspokoi
łem kolejny raz
moje niespokojne
sumienie

i wszystko szło przez długi czas normalnie
po starych uliczkach niedomówie

do skrzyowania
oczekiwa

i wtedy patrzejunie byłem w stanie
w serce z ran
tak głębok
którzadałem
znowu

płakałem wiele tuprzy granicy beznadziei
wci
ąż przyzywajc na pomoc Boga
pytaj
c szczerze
szukaj
c

pewny, e to cierpienie jest dla mnie ratunkiem
by znale
źć wreszcie mój grzech
czeka
łem nadejcia
wiatła

czy bdzie mi jeszcze dane ze skruchstanąć
przed tobi błagao wybaczenie?
czy drzwi do siebie
otworzysz?

nie wiem...

ale to jedno na zawsze mi pozostanie:

nie żądaby spokój był midzy nami
nie
żądaumiechu i pojednania
lecz
żądaupokorzenia
mojego serca

bez oczekiwania

1000 lat świetlnych stąd...

 

1000 lat świetlnych stąd...


 

stojprzed tob- mówi
nie słyszysz mnie
i si
gasz mylpoza cian
i nawet, gdy rozpoznajesz moje słowa
nie s
łyszysz mnie
te same d
wiki
inne serca
dalekie
cieki
i kiedy echo powraca odbite
nie s
łyszysz mnie
id
c po drugiej stronie
kanionu
ycia

i tak próbujdziznowu
przerzuci
most na Twój brzeg
nie widzisz mnie
i wzrok twój si
ga poza cian
i nawet, gdy rozpoznajesz cienie
nie widzisz mnie
lecz zjaw

ze złych snów
boisz si

a kiedy sen powraca i budzisz si
nie widzisz mnie
jak czuwam z anio
łem
do
witu

stojprzed tob- mówi
i nawet łez nie ma
jednej
łzy
szklane usta
u
miech zimny
nieodgrzany
bo wszystko posz
ło na zmazanie
przekre
lenie
zosta
ł sypki proch szczęśliwych chwil -
czy by
ły? - pytasz
celnie rani
c serce

stojprzed tob- milcz

niepewność

 

niepewność


 

zasnli moi przyjaciele
mierprzeszła obok mnie
patrz
c niby mimochodem
z lekkim u
miechem
po
egnała si:
do jutra!

co dziestawiasz mnie w zmaganiu
o co walczy
?
co wybiera
?
po co
y?
rozwijasz przede mn
horyzont
do jutra

ile jeszcze? - nie wiem
za ile? - te
nie wiem
do dzi
mi sił wystarczyło
wszystkie walki prze
yłem
szcz
ęście znalazłem
ale czy wytrwam
do jutra?

przed moim zaniciem
daj mi, cho
trochkocha!
prosz
Cibdprzy mnie
w ostatnich w
tpliwociach
ko
ło mnie stai obro
znajdtodrobinmiłoci we mnie
bym móg
ł
jutro Ciebie spotka

przechodząc

 

przechodząc


 

spacerowałem po lesie
jak po dywanie marze
i tsknot
mi
kkie mchy uginały si
pod ciężarem schowanych głęboko
dzisiejszych problemów

gdzieptak zaintonował
mój wewntrzny piew
i zamilk
ł
dał znadrzewom
i poci
gnęły dalej po smykach ukojenia
- driady le
ne - niewidoczne

spacerowałem wród sosen i brzóz -
uciek
łem przed medytacjjutra
zatrzyma
ł sicudem czas
jak kadr przejmuj
cej sceny
jeszcze przed potokiem
łez
lecz ju
po dreniu sumienia

gdziemidzy pniami mignął cie
i promienie wiatła rozwinęły wachlarz błysków
przeciskaj
c siporód lici i pajczyn
paprocie muskaj
c kolana
str
cały krople szelestu w traw
a ja czekałem...

---------

dzi
tamtego lasu nie ma
nie ma mnie takiego jak wtedy
wszystko postarza
ło sizarosło skruszało
s
łoce wieci inaczej...

została wdziczność
e mogłem tak y
e przerastało mnie prawie wszystko
i za ka
dym razem
potrzebowa
łem pomocy
by w ostateczno
ci
odpocz
ąć od spełniania swych pragnie

wybory

 

wybory


 

własne zdanie wybierasz
w
łasne drogi i pomyłki
oddzielasz wczoraj od dzi

ostrym narzdziem negacji

niezrozumienie i samotność - wczoraj
z
ły sen i nieszczęście

wolność i pewność siebie - dzi
owiecenie i wznoszenie lepszego wiata

cóbdzie jutro, gdy minie młodość?
gdy wygasn
ogniska wesołych nocy?
i ciemno
ść zaskoczy
a nowy
wiat okae sizłudzeniem?

opatrzmy dzinasze rany

wspomnienie

 

wspomnienie


 

wspominam wydarzenia pełne smaku
z rozmachem przewidziane
z pietyzmem umieszczone
wpo
śród tętna monotonii czasu

było nic a stało się coś
pięknego niepowtarzalnego
jak w dniu stworzenia
świata
czeka
ło nie istniejąc na tę godzinę

chwile podskoków z radości
cierpienie posolone wiar
ą
ty ja dzieci dom praca
zwyczajne a zaskakuj
ące

dotykam palcem fotografii
i my
ślę: było - naprawdę było
dotykam sercem ciebie
i my
ślę: kochać - chciałbym kochać

a dziś? co dziś żyje we mnie?
marzenia? - dawno umar
ły z głodu
plany? - straci
ły datę ważności
oczekiwania? - odganiam co dzie
ń te hieny

wspominam dziś
by nadziei dać nadzieję
ż
e wszystko jest możliwe
nawet mi
łość wieczna dla nas
wi
ększa od śmierci

tęsknota i żal

 

tęsknota i żal


 

deszcz pada na ulicy
a
nie chce siwyjść
słoca szukaj wiatru w polu
przygarbieni id
szybko
ludzie bez twarzy
i ja w oknie wygl
dam
ciebie - kiedy wrócisz?

minęła dawno twoja godzina
t
sknota przechodzi w wyczekiwanie
wyczekiwanie w niepokój
niepokój w ból
gdy coraz mocniej
k
łębisimyli
- tysi
ce wizji

chciałbym teraz bytam gdzie ty
cho
jeszcze niedawno
mieli
my siebie dosy
kadego słowa, spojrzenia i gestu
gdy wychodzi
łanie zatrzymywałem
schodzi
łapo schodach nie pobiegłem
widzia
łem ciz okna nie wołałem

deszcz pada na ulicy
ca
ły wiat płacze nade mni tob
ł
ez miliony -
melodia sumienia
przygarbieni id
szybko
ludzie bez twarzy
i ja w oknie modl
si
ebywróciła jeszcze dzi
kochana

aniołowie

 

aniołowie


 

aniołowie zakryjcie skrzydłami moje słaboci
nie pozwólcie by ca
ły wiat miał sii szydził
plujc i krzyczc: gdzie jest twój bóg? no gdzie??

łagodnie szeleśćcie piórami tłumic ton wtpienia
gdy wydaje si
, e błądz- gdy wielu woła
e wszystko to mojwinjest i pomyłkprzeszłoci

naznaczcie w sercu mym niezniszczalny lad nadziei
szeptajcie cicho pocieszenia wersety
polewajcie krwawi
ce rany lekarstwem cierpliwoci

podarujcie kryjówkw nieustannym cieniu waszych modlitw
u
łcie mnie do odpoczynku po ciężkiej obronie
wycie
czony, proszpokornie, o reanimacjduszy

niech powiew waszych skrzydeł rozgoni jzyki ognia
które pal
me wntrze - otwórzcie błagam nieba szczelin
by wiatła odrobina dała siłę na dni trudnych zmaga

taniec

 

taniec


 

czy mogCiebie jeszcze raz zaprosido taca?
i mog
jeszcze raz wyznaCi swmiłość?
a Ty nie odrzucisz mnie
i powiesz: mi
ły zataczychc

orkiestra bdzie grado białego rana
pod lampionami z gwiazd ta
czybdziemy
i ksi
ężyc – szaleniec ten – zimnym spojrzeniem bdzie koło nas
a
przyjdzie nowy jasny dziei rozejdziemy si

bdziemy tsknicały tydzie
nie zapomnimy się ścinici problemami
wci
ąż bdzie tliło siw nas
pragnienie, by spotka
si

orkiestra bdzie grado białego rana
pod lampionami z gwiazd ta
czybdziemy
i ksi
ężyc – szaleniec ten – zimnym spojrzeniem bdzie koło nas
a
przyjdzie nowy jasny dziei rozejdziemy si

kochana moja trzeba juskoczytaniec
musimy zacz
ąć dzielić życie tak do bólu granic
i czasem tylko pójdziemy razem
rozgrza
parkiet w tacu jak dawniej

orkiestra bdzie grado białego rana
pod lampionami z gwiazd ta
czybdziemy
i ksi
ężyc – szaleniec ten – zimnym spojrzeniem bdzie koło nas
a
przyjdzie nowy jasny dziea my bdziemy razem dalej

żyć i nie umierać

 

żyć i nie umierać


 

czy bdzie codobrego z mego ycia?
czy kiedy
ktopowie: "tak chciałbym yjak on"
czy uda mi si
tak, jak udało siAlbertowi?
na jedn
kartpostawiwszystko
i nie przegra
?

          zatrzymujsiby przeliczymoliwoci swoje
          lecz trac
wszelknadziej- co za człowiek ze mnie!
          ale gdy id
wpatrzony w to, co przede mn
         
to, co innego - chce mi się żyi nie umiera!

jak zapamitajmnie i co bdmówi:
"ale to by
ł głupek!" czy "miałem szczęście go zna"
a mo
e nikt nie zauway, e całe ycie zmagałem si
e kochachciałem
e próbowałem

          a Agnieszce i Felicycie udało si
         
bez cienia wtpliwoci
          i Carmen te
- to moja córka
          tylko jeden dzie
była koło mnie a zmieniła całe moje ycie
          - niewiele trzeba by
yciu nadasmak

czy uda mi si?
czy mi si
uda??

coraz bliżej coraz szybciej

 

coraz bliżej coraz szybciej


 

judziumierajci, których kocham
jeszcze widz
ich czasem
gdzie
przelotem
jak zjawy noc

niedosi
ężne

dlaczego gdy tak krótkie nasze ycie
robimy b
łędy tak wielkie
i bolesne przenikliwie?
dlaczego zostaje nam tak ma
ło czasu
by nie zatraci
si?

judzinie mogw aden sposób
znale
źć ścieki do twego serca
pomi
dzy nami pkła ziemia
i stan
ął ognia słup
jak zjaw
widzci
spomidzy jzyków wspomnie
daleki
cie

lecz tli sijeszcze we mnie pocieszenie
e przyjdzie gdziena koniec
zbawienie z nieba:
ty wrócisz z piek
ła
i nie umrzesz ju

krytyka czystego rozumu

 

krytyka czystego rozumu

Czesławowi Wowkowi


 

gdy zacząłem rozwaa
strukturtkanek
si
ły oddziaływamidzyatomowych
ich krucho
ść
a zarazem drzemicw nich energi...

gdy zacząłem porównywa
proporcje ciała
i rozmiary planet uk
łady galaktyk
plejad i mg
ławic
rozwa
aodległoci
w granicach
podró
y kosmicznych
obserwacji teleskopem
oblicze
zakrzywionej przestrzeni...

gdy zacząłem szukazalenoci
wszelkich stanów elektronów
od czasu i pr
dkoci
od konfiguracji najmniejszych cz
stek elementarnych
a równie
olbrzymich zagszczematerii...

wracałem wciąż do pytania:
gdzie jest serce tak pot
ężnego układu zjawisk
si
ł i przemian makro i mikro kosmicznych?
sk
d kady element tej machiny wie gdzie podąża?
jak pod
ąża?
jak przekszta
łcisiw oczekiwanstruktur?...

odkryłem
poszerzaj
c zasadnieoznaczonoci Heisenberg'a
e rozum nigdy nie bdzie w stanie
okre
lipoprawnie swej praprzyczyny istnienia
nie wychodz
c poza skoczony układ wszechwiata
badaj
c siebie sobsamym
i zak
ładajc jako pewnik
e wiat to tylko to co widzi i moe pozna
nie poddajc w wtpliwość
(jak kady uczciwy odkrywca)
poprawno
ci kojarzenia zjawisk i zalenoci
i tylko mo
e podąża ku wirtualnym hipotezom
nie bior
c pod uwagswej przeliczalnoci
implikuj
c zawsze ograniczone wywody

stąd do wieczności

 

stąd do wieczności


 

std do wiecznoci
przecierasz
ciek
pomidzy oddechami ludzi
codziennym zm
czeniem
u
miechem ukochanej
i wieloma
łzami
których nawet nie zauwa
asz

nastpnego dnia zdajesz sobie spraw
e wczoraj myliłesi
e znów nie znasz odpowiedzi
e zdążałew złym kierunku

             -----

st
d do wiecznoci
to krótka chwila
moment kruchy
a niezmiernie cenny
niepowtarzalny
na który warto straci
ć życie
by na ko
cu otworzy
drzwi do swego domu

         ----- -----

codziennie my
lo sdzie
widz
trybunał Boga
i twarze tych, których skrzywdzi
łem
nie kocha
łem
co mog
jeszcze zrobi?!
by wynagrodzi
ć łzy?
ukoi
rany?
tych wszystkich

std do wiecznoci
czuj
kamiena sercu
ukorzonego
alu i cierpliwej tsknoty
który spa
ść nie moe
z ka
dym krokiem przyciska do ziemi
pyszny kark, napi
te brwi
a wieczno
ść tutuczeka

nie opuść mnie

 

nie opuść mnie


 

tak przebiegło czterdzieci parlat
od
witu do pocałunków
od nocy do powrotów
od
łez oczu do podróy w góry
od k
łótni do narodzin
miliony krótkich epizodów
z
łączonych przemylnnicicierpliwoci
wobec moich wyborów
tak cz
sto głupich

i płynęła ponad głowmelodia niebieska
pod nogami p
kajce zwierciadło
za mn
posgi wspomnie
przede mnnieznane
a w sercu nadzieja
-
łagodny powiew wiatru

i tak topniały niegi
niezauwa
alnie odsłaniajc starość
chorob
mier

co mam z tym wszystkim zrobi
mój Panie?
co dalej?
to oczekiwanie
zabra
ło młodość i siły
bezpowrotnie
w czekaniu na Ciebie

i abym nie zwtpił
nie opuść mnie!
gdy b
dmnie kusi
w Ostatniej Wojnie wiata
mojej - decyduj
cej - bitwie
przed spotkaniem z Tob

wbrew ludziom

 

wbrew ludziom


 

noc miała wiele do powiedzenia
mówi
ła i przykrywała grubym kirem
wszystkie pi
kne wspomnienia

jak ostre szczyty zostały tylko
niezrozumia
łe wydarzenia
o
liskich zboczach pretensji i alu
----------------------------------
mówili ludzie: nic ju
sinie zmieni
b
dzie tak do koca...
zbyt wiele grzechów...
zbyt wiele
----------------------------------
dzi
serce moje odnalazło wiatło tsknoty
uwi
zało jego smugwokół niepewnoci
i umocni
ło drogporód wielu boleci

dzibroniserca lkajc sipowrotu w noc
w beznadziejno
ść w bezsensowność w sen
co ludzie mówi
??... zawsze simyl

przekraczając próg światła

 

przekaczając próg światła

Weronice


 

noc ma swój koniec
i zamiera strach
wilgotne powietrze i mg
ła
zamyka w rosie tajemnicze spotkania
tajemnicze szepty anio
łów

dlatego gdy paproć trącamy
kiedy li
ście zrywamy
o poranku
szelest i nuta odbitej kropli
otwiera w nas t
ęsknotę

tęsknimy by nie naruszyć tej chwili
t
ęsknimy by czas zwolnił stanął
bo szelest ten mówi i rosa
że ktoś czeka
na nas

noc ma swój koniec
i b
łyska pierwsza strzała
serce ostyg
łe rozpala
jasnym b
łyskiem
oddala mroczne l
ęki
i dywan rozwija przed nami
na
ścieżce naszego życia

list

 

list


 

otwieram list
który wczoraj przyszed
ł po południu
od ciebie
gor
cy jeszcze
i pachn
cy tob
połoyłem go przy twoim zdjciu
zamkni
ty czekał całą noc
a
tsknota urosła

odeszłaszybko
bez po
egnania
bez jednego s
łowa
a
nagle...
list

piszesz, e niebo jest pikne
e nie wrócisz z powrotem -
bo niemo
liwe
i
e chotylko trzy dni
byli
my koło siebie
to jeste
wdziczna
i szcz
ęśliwa
e tak siwszystko ułoyło

piszesz, e czekasz na nas
-
e juniedługo
i na koniec
u
miech przesyłasz
i ca
łujesz
gor
co

               Carmen

egoizm

 

egoizm


 

dlaczego straciłem twolność dziecka?
i trudno mi dzisiaj my
leo innych?
otwiera
rki dawado syta
nie my
le: czy starczy do jutra?

czasami zjawiajsitakie przebłyski
gdy serce dzieli si
hojnie
lecz co
od wewntrz stopuje szalestwo
które w m
łodoci było jak ogie

dlatego Ty mi posyłasz ebraków
i wy
łudzaczy, pijanych i biednych
przed oczy stawiasz wyrzut sumienia
dopóki jeszcze co
czuje sumienie

dlatego Ty posyłasz złodziei
dzieci oraz natr
tnych przyjaciół
i niby niszczysz, zabierasz, pozbawiasz
w rzeczywisto
ci serce mi leczysz

11 grudnia 2006

 

11 grudnia 2006

Leszkowi Powskiemu


 

nie zdążyłem damu słowa
nie zd
ążyłem
umar
ł w bezsensie ogldajc wiat przez szkło butelki
zapomniany przez
oni syna
bez ojca i matki

na pogrzeb przyszli koledzy po fachu
szef knajpy
ci co niechc
cy go poznali
i brat

pukał do mnie tyle razy
i mówi
ł, e chce poyczy, ze odda, na pewno ...
kiedy
jutro --
i wtedy zda
łem sobie spraw
e to On przychodzi -
zas
łona z oczu opadła
dopiero

chciałem go nawraca
zaprowadzido Ojca -
jak wiele razy
nie rozpozna
łem łaski
gdy puka
ła do mych drzwi
i chcia
ła usiąść blisko najwikszych problemów
uzdrowi
me serce -
...i nie dotkn
ąłem frdzli jej szaty

dlaczego? dlaczego tak wciąż mijam CiPanie?
prosz
pokornie: nie rezygnuj ze mnie
i jeszcze raz zapukaj do drzwi